:moda na sukcess:
THE BOLD AND THE BEAUTIFUL

(czyli dylemat Ridge’a, romans Thorne’a, amnezja Taylor i słabość Brooke do Forresterów w jednej odsłonie)


(Na dwóch przeciwległych narożnikach sceny siedzą BROOKE i TAYLOR. Pomiędzy nimi niezdecydowany RIDGE.)

RIDGE (do Brooke):
Brooke, naprawdę cię kocham. Gdyby nie ty, nie istniałbym! Gdybyś mnie porzuciła, nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Tak, kocham cię najbardziej na świecie, a moja pierwsza żona, Caroline, wyraziła swoją ostatnią wolę: mam się z tobą ożenić. Wiem, zrobiłem to już raz, drugi… Ale chcę znowu brać z tobą ślub – jesteś kobietą mojego życia, nawet jeśli jesteś równocześnie moją macochą i matką mojego przyrodniego rodzeństwa. Muszę jednak przyznać, że Bridget i Rick nie dorastają mi do pięt, mimo, że mamy jednego ojca.

BROOKE:
Ridge, wiem, że kochasz Taylor. Widziałam was razem. Teraz wybacz, ale czeka na mnie twój brat. To z nim jestem, a teraz czeka nas poważna rozmowa z Bridget, córką twojego ojca, Erica i moją. Nie wie, że aktualnie jestem z Thornem, a dziś zamierzamy jej to powiedzieć. Przepraszam, Ridge. Wiele dla mnie znaczysz, ale tak naprawdę wnętrzem niczym nie różnisz się od innych Forresterów, a niewątpliwie jesteś najmniej przystojny. Popatrz - Thorn za co chwilę wygląda inaczej, raz ma taką twarz, raz inną. A ty? Od 1987 ani trochę się nie zmieniłeś. Żegnaj, Ridge.

(RIDGE załamuje ręce, błaga ją, żeby nie odchodziła, ale nagle na scenę wychodzi THORN, pozdrawia brata kiwnięciem ręki i wyprowadza BROOKE ze sceny. RIDGE sięga po szklankę z wodą mineralną i wypija ją teatralnym gestem, chodząc w kółko po scenie. Zauważa TAYLOR w drugiej części sceny. Podbiega do niej)

RIDGE:
Taylor! Wszyscy myśleliśmy, że znowu nie żyjesz! Gdzie się podziewałaś?

TAYLOR:
Nie jestem Taylor, nazywam się Laila i jestem narzeczoną księcia Maroka, Omara Rashida.




RIDGE:
Naprawdę mnie nie poznajesz? To ja, Ridge Forrester. Kocham cię, Taylor. Kiedy doszła nas wieść o katastrofie samolotu, wszyscy się zamartwialiśmy. Naprawdę nic nie pamiętasz?!

TAYLOR:
To nie była katastrofa samolotu. Znaczy, katastrofa samolotu była, ale dawno. Ostatnio na skutek fatalnego zbiegu okoliczności zostałam raniona kulą z pistoletu Sheili Carter. Wtedy znowu ożeniłeś się z Brooke, zły człowieku! Ale ja przeżyłam. Kiedy wszyscy lekarze bezradnie rozłożyli ręce, z pomocą przyszedł mi Omar. On mnie uleczył.

RIDGE:
Ale w świetle prawa nadal jesteś moją żoną! Nie możesz brać ślubu z tym Rashidem!

TAYLOR:
Tak, z tego powodu twoje małżeństwo z Brooke anulowano po raz drugi. Ale uwierz mi, niedługo weźmiemy rozwód. Muszę ci coś powiedzieć. Miałam kiedyś romans z Jamesem Warwickiem. Wybaczysz mi to?

RIDGE:
Z nim? Nigdy!

(na scenę wchodzą BROOKE i THORN, w znacznej odległości od siebie)

RIDGE:
Brooke! Uświadomiłem sobie, że tak naprawdę kocham tylko ciebie! Chodź ze mną, zostaw mojego brata i ojca, będziemy razem szczęśliwi!
(BROOKE rzuca się mu na szyję i odchodzą objęci. TAYLOR patrzy z zaciekawieniem na THORNA)

TAYLOR:
Przepraszam, że zabiłam twoją żonę i przez to pozbawiłam małą Alexandrię matki. Nie miej już takiej smutnej miny. Chodź, zwiążemy się i będziemy szczęśliwi!

(zasłaniają się parasolem leżącym obok, pocałunek i odchodzą za scenę)


Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest niezamierzone i przypadkowe.
menellica 2007-02-04 14:54:07
skomentuj (0)


Kopciuszek - wersja de luxe.
KOPCIUSZEK W KLOP-ie
Czyli bajka o chełmińskim szkolnictwie.

(Czytelniku, jeśli nie jesteś z Katolickiego Liceum albo Gimnazjum w CCH, to pewnie nie zrozumiesz wielu aluzji zawartych w tym tekście.)

Scena 1.
(Narrator na środku)

Dawno, bardzo dawno temu, za dziewięcioma pagórkami i rzeczką Frybą była zameldowana nadziana pani Poseł partii Samoatak. Sypiała na pięciu piernatach, woziła się nowym, białym maybachem 126p (3 promile konia mechanicznego!) i miała dwóch synów, których kochała jak koń owies. Posiadała również Pana Kopciuszek sztuk jeden, bękarta jej męża siedzącego w miejskim więzieniu za kradzenie gaśnic.
Biedny Kopciuszek! Wkrótce po aresztowaniu ojca macocha zaczęła nim pomiatać. Sytuacja nie polepszyła się, kiedy dwaj synowie pani Poseł - Andrzej i Jarek - dostali się do najbardziej odjazdowych szkół publicznych, a ojciec Kopciuszka nakazał mu iść do Katolickiego Liceum.
Tymczasem w pobliskim zamku król i królowa zastanawiali się nad problemem pozbycia się z domu swojej jedynej i ukochanej córeczki.

Scena 2.

KRÓL, KRÓLOWA.

KRÓLOWA:
Zaczynam się niepokoić.

KRÓL:
O co?

KRÓLOWA:
Królewna za dużo przebywa sama. Martwię się.

KRÓL:
Ja, gdy byłem dzieckiem, też dużo przebywałem w samotności. Mama czasami mówiła mi...

KRÓLOWA:
Ale ty nie byłeś królewną...

KRÓL:
No tak, rzeczywiście. Niemniej moja samotność w dzieciństwie ukierunkowała niejako mój światopogląd na życie i wskazała drogę...

KRÓLOWA (przerywa mu):
Musimy znaleźć jej męża.

KRÓL:
Męża...?

KRÓLOWA:
No chyba nie żonę, kochanie?

KRÓL:
Nie rozumiem. Nie można tak po prostu zmusić dziewczyny do ślubu, to będzie miało negatywny wpływ na jej psychikę.

KRÓLOWA:
Wcale nie mówię, że chcę ją zmusić do ślubu. Kto by pomyślał! Nie, nie, kochanie, myślę jednak, że powinniśmy... podsunąć jej jakąś ładną partię.

KRÓL:
Podsunąć?

KRÓLOWA:
Mam pomysł: pójdziemy na ten... no, teatr, tam, niedaleko stadionu... I zwerbujemy jakiś ładnych chłopców. Co ty na to?

KRÓL:
Moja droga, chyba żartujesz. Nawet nie wiesz, jakie towarzystwo kręci się w tym... hm, teatrze. Nie masz pojęcia, jaka jest dzisiejsza młodzież. Zero wyczucia czy delikatności. Zanikają podstawowe prawa wychowawcze. Nastolatkowie są coraz bardziej bezczelni. Ci najgorsi piją piwo i parają się okultyzmem. Sataniści. Nie, nie, nie.

KRÓLOWA:
W takim razie... Chyba nie chcesz urządzić balu?

KRÓL:
Balu...? Hm, to nawet dobry pomysł.

KRÓLOWA:
Niemniej koszty będą o wiele wyższe...

KRÓL:
Do diaska z kosztami.


Scena 3.

(KOPCIUSZEK nakrywa do stołu.)

KOPCIUSZEK:
Paskudny, cholerny jest ten świat. Stara się tu człowiek, żyły sobie wypruwa, i nic. Staram się, zakuwam, a Jędrek z Jarkiem i tak mają lepiej. Chodzą do tak zwanych normalnych szkół, normalnych, a to ci heca. Na forum chełmińskim przeczytałem, my, z katolika, jesteśmy bandą sponsorów Rydzyka i na dyskotekach tańczymy wokół ołtarza z zakonnicami. Kurcze, w naszej szkole nie ma ani jednej zakonnicy, Pallotyni to księża, nie zakonnice. Głupota. Z nas żadni tam sponsorzy. Przerwa. Czegoś tu nie rozumiem. Pani Krysia powtarza, że dobry fizyk to leniwy fizyk. Ja jestem leniwy, a jakoś na trójach jadę. Fizyka... Znowu cały dział nam pani Krysia zadała. Chyba odjadę na zajączku. Jędrek i Jarek uczą się samych definicji i mają piony. Kurka wodna! Dzisiaj mnie pan Syta pytał. Jak cię przyprze do muru, to koniec, zapomniałem, że ONZ ma siedzibę w Nowym Jorku. Kurka wodna, mamuśka idzie.

(Wchodzą MACOCHA, ANDRZEJ i JAREK.)

MACOCHA:
Kopciuch, nakryte już do stołu?

KOPCIUSZEK:
Taa.

MACOCHA:
Co to za odzywki?

KOPCIUSZEK:
A, nic. Lecę do kuchni po jedzenie.

(MACOCHA siada u szczytu stołu, po obu jej stronach SYNOWIE (ANDRZEJ I JAREK). KOPCIUSZEK wchodzi z jedzeniem, nakłada, niewiadomoco, na końcu siada.)

MACOCHA:
No więc dobrze... Chłopcy, co się dzisiaj działo w szkole...?

KOPCIUSZEK:
U nas...

ANDRZEJ (przerywa mu):
U nas wspaniale, wprost zarąbisty był dzień, mamusiu, normalnie kaszana. Na pierwszej lekcji, rzecz jasna, była... matematyka. Nie, zaraz, język włoski. W każdym razie kaszana. Spierniczyliśmy do parku i fajnie było. Zakładamy kapelę, ja będę na basie zasuwał, rzecz jasna, no po prostu genialnie, nie? Aha, mamusiu, będę mógł do Kokocka w następny piątek jechać? Żeśmy się z kumplami umówili, no, żeby nudno nie było, w piątki jest na ogół kaszana. Bez tego się nie obejdzie. Mamusiu?

MACOCHA:
Pomyślę. Byłeś przecież tam na zabawie dwa dni temu.

ANDRZEJ:
Zabawy nigdy za mało, mamusiu. Przecież śmiech to zdrowie, prawda, Jarek?

JAREK:
Tak. Kiedy jesteśmy w dobrym nastroju i zaczynamy się śmiać, w mózgu dochodzi do łańcucha powiązanych ze sobą reakcji i...

ANDRZEJ:
Będę mógł?

MACOCHA:
Proszę państwa, przecież ja zawsze mówię, że jak będziecie grzeczni, to mogę wam pozwolić na wszystko? Nie wymagam od państwa niczego bardziej skomplikowanego od zwykłego myślenia.

JAREK:
No i pikuś.

MACOCHA:
Zdobyliście dziś jakieś oceny?

KOPCIUSZEK:
Ja...

JAREK:
Osmoliliśmy sufit sali chemicznej i facio się wkurzył. Może dlatego, że nie wiedział, co się dzieje. On nie rozumie takich pasjonatów. Chociaż w statucie...

KOPCIUSZEK:
Powinieneś przyjść do nas. Nasz facet jest fajny. Sam jest pasjonatem.

JAREK:
...w statucie pisze, że...

MACOCHA (wyciąga wachlarz):
Proszę państwa, z tego co ja widzę, ci dzisiejsi nauczyciele w ogóle nie znają się na nauczaniu. Kiedyś to...

KOPCIUSZEK:
Nie wszyscy są źli.

MACOCHA:
Dzisiaj to się niczego od uczniów nie wymaga. Kiedyś...

KOPCIUSZEK:
Jak to nie wymaga? Ja z fizyki to chyba na zajączku zdam do następnej klasy!

JAREK:
Na czym?

KOPCIUSZEK;
Nieważne.

(Wchodzi SZOFER z walizeczką.)

SZOFER (sztywno):
Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie...

MACOCHA:
Dzień dobry. A więc, Andrzejku, chyba pozwolę ci jechać jednak do tego Kokocka...

SZOFER siada na samym końcu stołu, wyjmuje swoje kanapki i wolno je rozwija, zaczyna konsumować. Przez chwilę wszyscy jedzą w milczeniu. Wtem rozlega się dzwonek.

MACOCHA (zwraca się do SZOFERA):
Panie Mirku... Mógłby pan iść otworzyć? Kopciuszku, skocz do kuchni po wodę mineralną.

(SZOFER odkłada swoje KANAPKI, bez słowa wstaje i wychodzi. KOPCIUSZEK także wychodzi i wraca z mineralną, nalewa do wszystkich szklanek. Chce nalać SZOFEROWI.)

MACOCHA:
Jak pan Mirek będzie chciał, to poprosi.

(SZOFER po chwili wraca, niosąc dużą kopertę. Podaje ją MACOSZE.)

MACOCHA (otwierając list):
Co my tu mamy, proszę państwa... Hm... Nadawca... Zamek? Coś ciekawego. Kopciuszku, możesz usiąść. Słuchajcie: "Ja, moja królewska mość Jakub Norbert Szymon VI, zapraszam wszystkich chłopców do osiemnastego roku życia na bal, który odbędzie się czternastego października 2005 roku...". Do zamku! Zaprasza nas do zamku na bal! Zaraz... "Spośród tych chłopców, obywateli królestwa, wyłonię ostatecznych kandydatów na męża mojej córki, Królewny... Podpisano...".

ANDRZEJ:
Zaprasza nas na bal? A to kaszana.

SZOFER (pod nosem):
Bingo.

MACOCHA:
Wspaniale! Znakomicie, proszę państwa! Panie Mirku, mógłby pan przerwać obiad i szybko wypucować samochód? Musimy jechać do centrum kupić chłopcom nowe fraki, w tych kupionych miesiąc temu przecież nie pójdą... Tak, Jarciu?

JAREK:
Mamo... Ale ja mam 20 lat.

MACOCHA:
To nic, i tak jesteś w trzeciej liceum. Przerobi się piątkę na siódemkę w legitymacji, nikt nie zauważy, nie martw się. Panie Mirku...

SZOFER:
Tak, dobrze.

SZOFER bierze swoją walizeczkę i wychodzi.

MACOCHA:
Kopciuszku, posprzątaj szybko ze stołu...

(Kopciuch sprząta, Andrzej i Jarek latają naokoło Macochy)

ANDRZEJ:
Mamusiu! Mamusiu! Muszę mieć nowe rękawiczki!

MACOCHA:
Kolejne? Przecież masz już ich tyle...

JAREK:
Ja też potrzebuję! Ja też! Białe koniecznie!

MACOCHA:
Ale po co?!

ANDRZEJ:
Mamo! Na balach się nie znasz?! Jak ultrafiolet zapodadzą to co? Będziemy sami tacy nieodblaskowi?...

JAREK:
A ja swoje poprzednie spaliłem kwasem... Mamusiu, dostaniemy nowe rękawiczki?

MACOCHA:
Dostaniecie, dostaniecie, najlepsze, jakie będą w sklepie... Czego się gapisz, Kopciuchu?
(Kopciuszek udaje, że nie patrzył na braci i macochę)

KOPCIUCH:
Tak się zastanawiałem... Czy nie mógłbym też pójść?...
(cała trójka się śmieje)

MACOCHA:
Ty?! To będzie prawdziwy bal, a nie potańcówka w katoliku!

ANDRZEJ:
Nie będziemy tańczyć z siostrami zakonnymi naokoło ołtarza... Ty na balu?! Toć to kaszana!

KOPCIUCH:
My wcale nie tańczymy naokoło ołtarza! U nas dyskoteki...

JAREK:
Oj, cicho siedź, lepiej się poucz z łaciny... Podobno masz jutro klasówkę!

ANDRZEJ:
Przecież oni tam ciągle mają klasówki!

KOPCIUCH:
Przynajmniej wiem, gdzie leży Polska...

MACOCHA:
Dość, Kopciuchu, jak śmiesz tak się odzywać?! Marsz do swojego...

ANDRZEJ:
On nie ma swojego pokoju.

MACOCHA:
W takim razie marsz mi z oczu!

KOPCIUCH:
Ale...

MACOCHA:
Nigdzie nie idziesz! Nie będziesz robił obciachu rodzinie! Co by znajomi powiedzieli, gdyby zobaczyli moich synów z kimś takim... Znajdź i usiądź na swojej plamie na dywanie i się ucz!

JAREK (na stronie do macochy):
A co, jak my pojedziemy, a on za nami?!

ANDRZEJ (do macochy):
Wymknie się przez okno i wyemigruje na imprezę?...
(Macocha kiwa głową)

MACOCHA:
Kopciuchu!

KOPCIUCH:
Tak?

MACOCHA:
Kiedy wrócimy, masz umieć cały podręcznik od fizyki i musisz umieć zrobić każde zadanie ze zbioru. Zrozumiano?

KOPCIUCH:
Ale...

MACOCHA:
Milcz!

Scena 4.

(Kopciuch siedzi na środku sceny, nogi podkurczone, twarz ukryta w dłoniach)
(W podskokach wchodzi wróżka, biega po scenie i rzuca brokatem, cała usmarowana w kredzie)
(Głos zza kulis)

Nie masz czym dojechać do Kokocka? Martwisz się, że będziesz odstawał na dyskotece, bo nie masz nowych dresów? Potrzebujesz odrobiny czaru lub uroku osobistego? Nasza wróżka Krysia pomoże w każdej sytuacji! Zadzwoń pod numer zero, siedemdziesiąt, zero, osiem, osiem, zero...

WRÓŻKA: (nagle się zatrzymuje, rozgląda)Przepraszam, czy ktoś zamawiał wróżkię?

KOPCIUCH:
Nie.

WRÓŻKA:
A żadna wróżka nie jest potrzebna?

KOPCIUCH:
W sumie... A potrafi pani wyczarować mi jakiś wóz, żebym mógł pojechać na Piana-Party? I przydałyby się jakieś nowe ciuchy, bo przecież nie pokażę się Księżniczce w stroju szkolnym!

WRÓŻKA:
Taaak... (zamyślona) Ale czy tu nie trzeba by pomyśleć? Hmm... Takie ciekawe zadanko... A gdyby tak tu dać wektorek oddziaływania w kierunku okna, a tutaj w kierunku drzwi, zsumować je kreśląc kolejny wektorek... Taaak... Popatrz, a tu wyjdzie równia pochyła, więc można zastosować Talesa, żeby... Rozumiesz?
(nie daje dojść Kopciuchowi do głosu)Tak, więc tu będziemy mieć prędkość V, którą także możemy oznaczyć wektorem, tym razem w kierunku na Bydgoszcz przez Kokocko. Gdyby założyć, że będziesz poruszał się przez dwadzieścia minut... Ale najpierw trzeba zamienić jednostkę kilometrów na godzinę na metrów na minutę... Pewnie nie wiesz, jak to zrobić. Popatrz – masz jajka, które są w cenie dziesięć groszy na jajko. Jeśli kupujesz cztery jajka, to ile zapłacisz? No?

KOPCIUCH:
No... Czterdzieści groszy...

WRÓŻKA:
Aha, dobrze, czyli jednostki umiesz... Dobrze, więc biorąc pod uwagę, że mamy już zamienioną prędkość, możemy wykonać kolejny wektor i...
(chwila ciszy)

KOPCIUCH:
I co?

WRÓŻKA:
I...

KOPCIUCH:
I co?!?!

WRÓŻKA
I... wyszedł zajączek.
(wróżka stoi, drapie się w głowę)

KOPCIUCH:
Ale co z moim wyjazdem? Impreza zaczyna się za chwilę!

WRÓŻKA:
Spokojnie, coś zaradzimy. (czochra mu włosy) Nie, z tym nic nie zrobimy... Końcówki połamane, zniszczone...

KOPCIUCH (rozpaczliwie):
To może chociaż jakiś dresik? Proszę!

WRÓŻKA:
A co ja, w mordę trolla jestem?! Pomoc społeczna?! Obudzę Szofera, dam ci dresik i tyle – smaruj do Kokocka! Tylko wróć przed dwunastą, bo kierowca ma normy czasowe i jak je przekroczy, to będzie musiał bulić.

KOPCIUCH:
Tylko że ja nie do Kokocka...

WRÓŻKA:
To gdzie?

KOPCIUCH:
Na zamek, do króla.

WRÓŻKA:
I mnie niby ma to obchodzić?

Scena 5.

NARRATOR:
Wkrótce, po pospiesznym wyrwaniu ze snu Szofera, Kopciuch jechał w kierunku dyskoteki nowym mercedesem. Dzięki znakomitej jakości powiatowych dróg i mocnych nerwach kierowcy, zdążył na imprezę tuż przed jej rozpoczęciem...

(scena jadącego Kopciucha razem z Szoferem, w tle piosenka)

Scena 6.

PAŹ:
Witam państwa w ten gorący, październikowy wieczór! Właśnie rozpoczął się bal zorganizowany przez parę królewską. Już za chwilę specjalnie wybrana do tego celu komisja pozna sześciu kandydatów do ręki królewny. Zaczynajmy!

(Komisja (KRÓL, KRÓLOWA, KRÓLEWNA). Wchodzi kandydat numer 1.)

KRÓL (sztywno):
Dzień dobry. Co powiesz? (tajemniczo się uśmiecha)
KOKSIARZ:
Dobry.

KRÓLOWA:
No dobrze, no to co o sobie powiesz, jako kandydat numer jeden? Ja wiem, że masz coś do powiedzenia. W końcu nie jesteś tu przez przypadek.

KOKSIARZ:
E tam.

KRÓLOWA:
No to może opowiesz nam o swoich sukcesach?

KOKSIARZ:
Drzwi wyjąłem.

KRÓL:
Słucham?

KOKSIARZ:
Drzwi wyjąłem.

KRÓL:
Jakie drzwi?

KOKSIARZ:
No, tamte.

KRÓLOWA:
Ale przepraszam. My tu się pytamy o twoje zawodowe sukcesy, a pan tu nam o jakiś drzwiach...

KOKSIARZ:
Ale ja drzwi wyjąłem.

KRÓLOWA:
Ale jak się własciwie pan nazywa?

KOKSIARZ:
Szczurzasz, Barłomiej.

KRÓLEWNA:
Mamo, daj mu dość do słowa. O co chodzi z tymi drzwiami?

KOKSIARZ:
No, ja je wyjąłem. I wstawiłem od kabiny.

KRÓL:
Które drzwi?

KOKSIARZ:
No te w Kokocku. No bo ja byłem w Kokocku. Kiedyś będę lepszy od Pudziana. A tak niech wasza wysokość szczerze powie, ile król bierze na klatę?

KRÓL:
Przepraszam, czy bym przypadkiem usłyszał delikatny, bardzo błyskotliwy podtekst wskazujący...

KRÓLEWNA:
No jak tak można, tato, ja nie chcę takiego męża.

KRÓLOWA:
To my może poprosimy kolejnego kandydata.

(KOKSIARZ wychodzi, wchodzi HARRY.)

Scena 7.

KRÓLOWA:
A oto nasz kolejny kandydat... Szymon.

(Milczenie.)

KRÓL:
Może się chociaż z nami przywitasz?

(Kiwnięcie ręką.)

KRÓLOWA:
A może chociaż powiesz, jak ci leci?

(Dwa kciuki w górze.)

KRÓLOWA:
Hmmm... Dziękujemy, odezwiemy się.

(HARRY wychodzi, wchodzi MEROL.)

Scena 8.

KRÓLOWA:
A więc, kandydat numer trzy. No dobrze, powiedz nam, jak się nazywasz.

MEROL:
Stefan Bęc. Bęc przez "ę"

KRÓLOWA:
Co chcesz nam o sobie powiedzieć?

MEROL:
Mam szesnaście lat, interesuję się takimi markami jak Maybach, BMW, Audi, Opel, Volksvagen, ewentualnie jakieś tam amerykańskie Hammery. Ja mam Mercedesa, SLK, prawda, ale muszę go sobie podtunningować trochę, nie? Ostatnio sobie anufelgi zmieniłem. Normalnie wyrąbiste.

KRÓLOWA:
Dobrze, dobrze. Ma pan może jakieś specjalne osiągnięcia?

MEROL;
No.... Jak ostatnio wyrąbałem na jedynkę, nie, to zasuwam, i tak: sto sześćdziesiąt, sto siedemdziesiąt, dwieście, a tam gliny stoją, nie. No i ja im pomachałem, mi to raczej nie podskoczą, nie?

KRÓL:
Ale ja nie rozumiem.

MEROL:
No, te, gliny.

KRÓL:
Czyli nie szanuje pan milicji królewskiej?

MEROL:
A, to cioły.

KRÓL:
No to może lepiej będzie, jak pan opuści salę.

MEROL:
Ale dlaczego?

KRÓL:
Bo ja tak mówię, dobrze?

(MEROL wychodząc pokazuje widowni język. Wchodzi PIĘKNIŚ.)

Scena 9.

KRÓLOWA:
Dzień dobry.

PIĘKNIŚ:
Dzień dobry państwu. Wasza królewska mość! Ależ pięknie królowa wygląda! Czy mi się wydaje, czy wasza królewska mość przyciemniła kolor włosów?... Bardzo dobrze pani w tym... Kasztanie.

KRÓLOWA (zmieszana):
Może lepiej nam się przedstawisz...

KRÓL:
Tak, zdecydowanie. Przedstaw się nam.

PIĘKNIŚ:
Więc nazywam się Euzebiusz i mam siedemnaście lat. Lubię przeglądać się w lusterku, być sexy i hamburgery... (Podchodzi do KRÓLA i patrzy mu w oczy).

KRÓLOWA:
Ekhm... Tak, Euzebiuszu... Więc może jeszcze coś powiesz?

PIĘKNIŚ:
Ale o czym?

KRÓL:
O sobie, o swoim życiu, co robisz, co lubisz.

PIĘKNIŚ:
Ale ja już powiedziałem!

KRÓLOWA:
A oprócz oglądania się w lusterku i hamburgerów?

PIĘKNIŚ:
Zawsze marzyłem o życiu w zamku... Ach, te przestrzenne wnętrza! Bajka, po prostu bajka!

KRÓLOWA (zdenerwowana):
A więc dlatego ubiegasz się o rękę Królewny?

PIĘKNIŚ (ZASKOCZONY):
Królewny?! Nie było mowy o żadnej KRÓLEWNIE!

KRÓL:
Jak to nie było?

PIĘKNIŚ:
Nie było!

KRÓLOWA:
W takim razie dziękujemy...

PIĘKNIŚ (wkurzony):
Nie musicie, sam podziękuję.

(PIĘKNIŚ wychodzi, po chwili jednak wraca i podaje KRÓLOWI małą karteczkę.)

PIĘKNIŚ:
Gdyby jednak Wasza Królewska Mość się zdecydował, proszę zadzwonić... Będę czekał na telefon... No to pa!

(PIĘKNIŚ wychodzi, wchodzi METAL.)

Scena 10.

KRÓLOWA:
Witam. Z kim mamy przyjemność?

METAL:
Nazywam się Zuch... Julian Zuch.

KRÓL:
Młodzieńcze, może wreszcie TY nam powiesz coś mądrego?

METAL:
Hmm... A co król chciałby wiedzieć? (odgarnia włosy)

KRÓLOWA:
Na przykład powiedz, czym się interesujesz...

METAL:
Muzyką.

KRÓLOWA:
To znaczy?

METAL:
A różnie... Czasem na koncert się pójdzie, coś zagra, podrze ryja z zespołem... W takim jednym jestem... Wszyscy zostali poranieni się nazywa...

KRÓL:
Ale jaką muzyką? Może podałbyś jakiś kompozytorów?

METAL:
Tak głównie to black metalem... Wie król, takie raczej ciemne klimaty.

KRÓL:
Metalem? Kochanie, chyba mieliśmy przesłuchiwać już tylko tych najlepszych kandydatów, po wstępnej selekcji? Takich z lepszych sfer? A nie... (nachyla się i mówi do KRÓLOWEJ) Spawaczy...

METAL (do siebie):
Mam nadzieję, że nie każą mi tańczyć do tej muzyki.

KRÓLOWA (zmieszana):
Mój drogi... Przepraszamy, ale nastąpiła pewna pomyłka...

KRÓL (wściekły):
Tak, proszę następnego kandydata!

(METAL wychodzi, wchodzi uśmiechnięty KOPCIUCH)

Scena 11.

KRÓL (zniecierpliwiony):
Jesteś ostatnim kandydatem. Mów szybko, co masz do powiedzenia i żegnamy.

KOPCIUCH (zbity z tropu):
Ja...

KRÓLOWA:
Przepraszam za męża, jest trochę zdenerwowany.

KOPCIUCH:
Aha. Więc... Mówią na mnie Kopciuch. Interesuję się wszystkim po trochu, ale szczególnie lubię matematykę i informatykę. Zamierzam zdać maturę i wynieść się z tego beznadzie...

KRÓLOWA:
Słucham?

KOPCIUCH:
Niestety, będę zmuszony opuścić to wspaniałe królestwo.

KRÓLOWA:
Biedactwo... A może coś więcej? Co robisz w wolnym czasie?

KOPCIUCH:
Hmm... Dużo czasu spędzam w szkole i z braćmi.

KRÓL (znudzony):
A gdzie się uczysz?

KOPCIUCH:
W Katoliku...

(po sali przebiega szmer, słychać ciche zdumione okrzyki: "On chodzi do Katolika!", "Katolik!")

KRÓLOWA:
Chodzisz do Katolika?

KOPCIUCH:
No tak...

(KRÓL patrzy na KRÓLOWĄ, KRÓLOWA na KRÓLA, KSIĘŻNICZKA poprawia włosy i wierci się na tronie)

KRÓL:
Tak... Do Katolika...

KOPCIUCH:
To źle?

KRÓLOWA:
Skądże! To bardzo dobrze! A tymczasem... Wybacz, ale Królewna musi podjąć decyzję. Zostawcie nas same.

(wszyscy wychodzą, KRÓLEWNA i KRÓLOWA zostają)

Scena 12.


KRÓLOWA:
Córeczko, czas podjąć decyzję.

KRÓLEWNA:
Och, mamo... Ale oni wszyscy byli tacy męscy...

KRÓLOWA:
Ale możesz wybrać tylko jednego.

KRÓLEWNA:
Ach, kiedy mięśniak był taki słodki... A Stefan... Ma śliczne włosy. Chociaż w sumie ma tylko merola... A co powiesz mamo o tym blondynie? Taki małomówny, ale ma swój czar... Albo ten z długimi włosami - ten to dopiero ma duszę artysty...

KRÓLOWA:
Nie możesz ciągnąć wszystkich srok za ogon. Słyszałaś kiedyś o księżniczce, która ma kilku mężów?!

KRÓLEWNA:
A Esmeralda?...

KRÓLOWA:
Cicho.

KRÓLEWNA:
Mamo... Jeśli miałabym kierować się sercem, nie wiem, kogo miałabym wybrać. Rozum natomiast każe mi wybrać kogoś, kto ma obiecujące widoki na przyszłość.

KRÓLOWA:
Tego chłopca z dobrym samochodem?

KRÓLEWNA:
Nie, mamo... Kopciuszka... Tego z Katolika...

KRÓLOWA:
Jego?

KRÓLEWNA:
Tak. To za niego chcę wyjść.

(KRÓLOWA sięga po dzwoneczek, dzwoni nim.)

KRÓLOWA:
Królewna podjęła decyzję! Proszę wszystkich o uwagę!

(Na scenę wychodzą wszyscy kandydaci.)

KRÓLOWA:
Tak... Chciałabym zaznaczyć, że wybór był bardzo trudny. Każdy z was zasłużył na bardzo dobrą partię. Ale główną nagrodę, czyli rękę księżniczki, pół królestwa i własną łazienkę z jacuzzi otrzymuje... KOPCIUCH!

(Wielkie brawa, wszyscy kandydaci odchodzą, za nimi cała reszta, na scenie zostaje KSIĘŻNICZKA i KOPCIUSZEK.)

KOPCIUCH (pada na kolana):
Och, Księżniczko! Tak bardzo chciałem, żebyś wybrała właśnie mnie! Od kiedy tylko cię ujrzałem!

KSIĘŻNICZKA:
Nie wygłupiaj się, wstawaj...

KOPCIUCH:
Nie mogę, coś mi w kolanie przeskoczyło...

(Pukanie do drzwi, wchodzi KRÓLOWA.)

KRÓLOWA:
Przepraszam, Kopciuszku... Czy zamawiałeś może Taksówkię?

KOPCIUCH (zrywa się na równe nogi):
Jej! Całkowicie zapomniałem! Już po północy! Żegnaj, Księżniczko! Muszę wracać!

(KOPCIUCH wybiega, po drodze gubi kwitek, jednak tego nie zauważa.)

Scena 13.


NARRATOR:
Następnego dnia po balu wszystko wróciło do normy. Macocha, Andrzej i Jarek nie dowiedzieli się, że Kopciuszek gdziekolwiek był, bo na balu go nie widzieli, a Szofer miał w zwyczaju zachowywać sekrety dla siebie. Jednak Księżniczka na dobre zadurzyła się w Kopciuszku.

(Księżniczka chodzi po pokoju i myśli głośno.)

KSIĘŻNICZKA:
Kim był ten przystojniak? Wiem tylko tyle, że jest z Katolika i ma pseudo "Kopciuszek"...

(Wymachuje zaświadczeniem o wpłacie za czesne.)

KSIĘŻNICZKA:
Najlepiej byłoby odwiedzić tę szkołę, albo po prostu wysłać ludzi, aby znaleźli go w jego domu. No tak... ale gdy służba pojedzie do każdego chłopaka, który był wczoraj na balu i będzie wypytywać o szkołę, to żaden z nich się nie przyzna że chodzi do Katola! Biedak się wystraszy, że nie zapłacił za czesne i że chcą go zamknąć w tutejszym areszcie! Trzeba zadziałać podstępem... Ale najpierw...

(Wybiega z pokoju w podskokach)

Scena 14.


NARRATOR:
Tymczasem w domu Kopciuszka...

Macocha siedzi w pokoju z szoferem i dyskutuje wymachując rękoma. Synowie i Kopciuch są w innym pokoju. Nagle rozlega się głośne pukanie do drzwi, gwizdanie gwizdkiem i dzwonienie dzwonkiem.

MACOCHA:
Proszę wejść!

(Wjeżdża tablica, a zaraz za nią wchodzi kilkoro ludzi (komisja) w garniturach i ciemnych okularach. Jeden z członków trzyma miskę z wodą.)

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI (CZYTA Z KARTKI):
Dzień dobry! Jesteśmy komisją powołaną w związku z wczorajszym balem zorganizowanym na prośbę księżniczki. Poszukujemy jej wybranka, który tuż po godzinie 24 zwiał z miejsca zauroczenia się księżniczki. Z powodu nie ujawnienia swojej tożsamości przez przystojniaka, jesteśmy zmuszeni zapoznać się z umiejętnościami mazania tablicy każdego z młodzieńców do lat 20 mieszkających w tym domu.

(Macocha jest zmieszana i nie wie co powiedzieć, wachluje się tylko. Szofer wstaje i podchodzi do tablicy.)

CZŁONEK KOMISJI:
Do lat 20!!!

(Szofer zmieszany bez słowa, siada na swoje miejsce. Macocha wstaje i podchodzi do komisji.)

MACOCHA:
Bardzo mi miło, że odwiedziliście państwo, nasz skromny dom. Zaraz zawołam synów.

(Krzyczy na cały głos.)

MACOCHA:
Jarek! Andrzej! Do mnie! Natychmiast!
Do pokoju wpadają dwaj zdyszani chłopcy.

JAREK:
Co się tu dzieje?

ANDRZEJ:
Co to za pajace?

JAREK:
Matrix?

ANDRZEJ:
Kaszana...

MACOCHA:
Państwo przyszli sprawdzić wasze umiejętności mazania tablicy.

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI:
Jest to już ostatni dom w którym szukamy młodzieńca. W was ostatnia nadzieja chłopcy. Któryś z was zostanie mężem Księżniczki.

(Chłopcy spoglądają na siebie i jednocześnie rzucają się na gąbkę.)

PRZEWODNICZĄCY KOM:
Spokojnie panowie, zaczniemy w kolejności alfabetycznej. Jarek pierwszy.

(Podchodzi niepewnie do tablicy i zmazuje ją niechlujnie. Komisja rzuca się na tablicę wyjmuje lupy, mierzą coś linijką, obliczają, naradzają się. )

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI:
Prosimy teraz Andrzeja.

(Podchodzi do tablicy pewnie i zdecydowanie łapie gąbkę chlapiąc na wszystkich woda z miski. Nie podchodzi nawet do tablicy, gdy przewodniczący oświadcza drżącym głosem.)

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI:
Moi drodzy. Nic tu po nas. Nie odnaleźliśmy przystojniaka, o którym opowiadała Księżniczka...

(Nagle do pokoju wpada Kopciuch. Macocha rzuca na niego groźne spojrzenie.)

KOPCIUCH:
Nie widział ktoś mojej marynarki szkolnej?

(Patrzy na obce twarze)

KOPCIUCH:
Co to za pajace?!

(Komisja spogląda na siebie.)

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI:
Prosimy Cię młodzieńcze, tu do nas.

KOPCIUCH:
Ale ja naprawdę nie chciałem zgubić tej marynarki! Słowo daję! Na pewno sama się gdzieś za szafą po lewej stronie za drzwiami ukryła, albo zupełnie przypadkowo zapomniałem gdzie ją powiesiłem. A! już wiem. Tu się skryłaś...

(Wyjmuje zza fotela marynarkę.)

KOPCIUCH:
Niedobra marynarka, za karę pójdziesz do prania! Nie wolno się chować za fotelem, a tym bardziej dawać znajdywać!

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI:
Podejdź chłopcze.

(Kopciuch niepewnie spogląda na komisję, podchodzi pewnym krokiem i nagle robi unik jakby jakiś karateka miał go zaatakować i odbiega na drugi koniec pokoju i wraca z powrotem pewnym krokiem.)

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI:
Proszę masz tu gąbkę i zmaż tablicę.

KOPCIUCH:
A niby po co?

PRZEWODNICZACY KOMISJI:
Szukamy męża dla księżniczki.

(Kopciuch podchodzi do tablicy i zmazuje ją tak jak przystało na ucznia Katolickiej szkoły. Komisja rzuca się na tablicę jak w przypadku Jarka.)

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI:
Gratuluję.

(Podchodzi do każdego z domowników i powtarza to słowo. Odwraca się do widowni, ciąga ciemne okulary, rozpina marynarkę i krzyczy.)

PRZEWODNICZĄCY KOMISJI:
Ludzie!!! Mamy prezydenta!!!

Scena 15.

NARRATOR:
Naprawdę nie umiemy opowiadać bajek. Jak to zwykle bywa w polskiej rzeczywistości, Księżniczka wzięła z Kopciuszkiem ślub cywilny i ze względu na oszczędność nie wyprawili wesela.
Król Kopciuś i Królowa Księżniczka żyli krótko, lecz szczęśliwie. Wkrótce po ślubie otworzyli sklep z tanią odzieżą zachodnia - "Kup ciuszek" - odwieczne marzenie Kopciuszka.

KONIEC
J-Inx, Joe Pistack, JagÓd


Pierwowzory:
KOPCIUSZEK - przeciętny uczeń KLO
KRóL - dyrektor KLO, ksiądz Janusz R.
KRóLOWA - pani pedagog, pani Asia Sz.
KSIężNICZKA - nauczycielka francuskiego, pani Basia G.
MACOCHA - nauczycielka łaciny, pani Magda B.
JAREK - nauczyciel chemii, pan Jarek W.
ANDRZEJ - nauczyciel muzyki, pan Andrzej S.
SZOFER - nauczyciel polskiego, pan Mirek K.
WRóżKA - nauczycielka fizyki, pani Krysia W.
PAź - pan Andrzej, woźny
KOKSIARZ - absolwent KG, Bartosz M. pseudonim "Golara"
HARRY - uczeń 3MK, Szymon S. pseudonim Harry (w przedstawieniu zagrał samego siebie)
PIęKNIś - uczeń 2GMK, Maksym Z. pseudonim "Heluś" (w przedstawieniu zagrał sam siebie)
METAL - bardzo były uczeń KLO, nasza miejska sława (zasłynął słynnym występem z zespołem "Nikt nie został ranny", po którym zespół zmienił nazwę i zaczął występować bez niego) - Jakub D. pseudonim Venom

a tak w ogóle...

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest niezamierzone i przypadkowe.
menellica 2006-04-22 18:37:04
skomentuj (0)

Info:
- Design by Michelle-
Content by menellica

 

 



Gg: 6306060

Linki

Odwiedzam
Joe Pistack
Dagna
Dagna
Elfhelm
Laser
Dark
Jadowity
Cara
Heaen


Archiwum

2007
luty
2006
kwiecień
marzec
2005
sierpień
luty
styczeń
2004
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj


Powered by
blog.pl